Straszny, gwałtowny ból w piersi. Mocniej ścisnęła rękę Santosa i wyszeptała:

a ją do szkoły, gdzie nikt nie wiedział, kim dziewczyna jest i skąd pochodzi. Córka miała jednak własne plany. Skorzystała z okazji i postanowiła na zawsze zerwać z przeszłością. Zwiodła wszystkich, okłamała nawet człowieka, za którego potem wyszła za mąż. Nigdy więcej nie zobaczyła się z matką. Nie chciała nawet zobaczyć jej na łożu śmierci, chociaż było to ostatnie i jedyne życzenie

należał do jej matki, przedtem do babki...
koleżanek.
I kolczyków matki. Dzięki Bogu zachował kolczyki.
Dobry Boże! Gdyby nie obecność turkusowookiej bogini, powiedziałby kuzynce, co
- W zeszłym tygodniu pewien tłusty babsztyl zemdlał, gdy skojarzył, kim jestem.
Chłopiec zacisnął zęby, syknął.
- A potem?
zebranych w pokoju wydawały się jej obce, na pewno rozpoznałaby nazwiska.
Nim zdążyła zaprotestować, służący opuścili jadalnię.
stał naprawiony!
- Będę blisko.
- Mam nadzieję, że nie zrobiłaś krzywdy Szekspirowi.
Lubiła hotel także dlatego, że należał do taty i jakoś dziwnie był do niego podobny. W hotelowych wnętrzach czuła się bezpieczna, niczym w ramionach Philipa.
- Będziemy w sali restauracyjnej. Jeśli go zobaczysz, przyślij do mnie.

Hope wjechała na piąte piętro i ruszyła w głąb korytarza, bez obawy zdemaskowania. Gdyby ktokolwiek ją zobaczył, zawsze mogła wyjaśnić, że wynajęła pokój, by chwilę odpocząć podczas balu. Od tygodnia opowiadała znajomym, że czuje się fatalnie.

Ładna niespodzianka, pomyślał, wpatrując się w brązowe oczy dziewczyny, w których kiedyś widział odbicie wspólnie przeżywanej rozkoszy.
- Och! - wyszeptała Alexandra.
- Dobry Boże, nie. - Irytacja wzięła górę nad pożądaniem... na chwilę. - Jestem
Zeskoczyła z kosza.
- Odnoszę wrażenie, że chcesz się ze mnie ponaigrawać.
- To moja córka, Karolina - powiedział.
To samo serce pełne było nienawiści do Hope. Za krzywdę, którą wyrządziła matce. Za jej okrucieństwo, za świętoszkowatość, za obłudę, z jaką ferowała wyroki nad innymi, za jej uprzedzenia.
- Jesteś piękna - usłyszała.
- Kiedy... wczoraj mnie odtrąciłaś...
- Świetnie. Panie Mullins!
Bryce podniósł się z kanapy i podszedł do Klary, a ona się cofnęła.
- Lucienie - wyszeptała.
Gloria wzniosła oczy do nieba.
Przekona się, że nie pójdzie jej tak łatwo.

©2019 pod-naukowiec.warszawa.pl - Split Template by One Page Love